Artykuły

Spóźniasz się?

To był dość dziwny dzień, biorąc pod uwagę nieprzychylność pogodową. Deszcz jak z rozpylacza ogrodowego ustawionego na najlżejszą mgiełkę, którą można ze szlauchu wycisnąć. Trochę na chodnikach błota, mikstury powstałej z roztopionego śniegu oraz uparcie dosypywanego przez dozorców piachu i soli. Spadek temperatury poniżej zera dolewał oliwy do ognia. Z taką pogodą Meksykańczyk nigdy nie miał do czynienia. Santos Maria Ramirez Cordoba – boss narkotykowego kartelu z regionu Tierra Caliente  w Meksyku, wylądował w Polsce dokładnie 14 lutego 2013r. o godzinie 18:05 na lotnisku  w Balicach z 2-godzinnym opóźnieniem. Czekał na kogoś, kto miał ich odebrać, tak jak my zwykli śmiertelenicy czekamy na autobus.
Niestety, tak jak prawie każdy autobus komunikacji miejskiej, przewoźnik spóźniał się. Interes, który miał się dokonać dnia następnego, był bardzo prosty. Chodziło tylko o przypieczętowanie, uściśnięcie dłoni ukraińskiego szefa mafii Juriego Zabatowicza i transport najczystszej kokainy do Europy Wschodniej przeszedłby do historii jako spektakularny (hollywodzki).
Terenem przerzutowym w tym wypadku miała być Polska, a ściślej mówiąc Śląsk. Spotkanie zaplanowano w Krakowie, aby nie wzbudzać podejrzeń. Deszcz. Zimno. Spóźniający się samochód.
Będąc najwyżej w hierarchii templariuszy – zwycięskiego gangu Tierra Caliente, Santos poważnie zastanawiał się nad pomyślnością transakcji.

{Spóźniając się, nigdy nie wiesz jakie będą tego konsekwencje}

– Za 10 minut będziemy na lotnisku. –  brzmiał twardo, ze wschodnim akcentem głos w słuchawce.
Santos nie musiał odpowiadać. Waga interesu, który przyjechał ubić w Polsce z Ukraińcem, stanowiła o przyszłości jego klanu i wschodniej mafii. Przewoźnik spóźniał się. Napięcie raziło na wystarczającą odległość. Towarzysz Santosa – jego prawa ręka, Carlos, cofnął się o krok. Zimno. Deszcz. Błoto. Napięcie.
Po 10 minutach telefon zadzwonił kolejny raz. Kolejne 10 minut opóźnienia. Sprawy się komplikują. Przewoźnik spóźnił się ze zmianą opon na zimowe i teraz musiał poruszać się o wiele wolniej niż pozostali uczestnicy ruchu drogowego. Na domiar złego, wyjechał po przesyłkę na lotnisko z lekkim opóźnieniem – oglądał telewizję. Przewoźnik, nigdy nie wie, po co, a tym bardziej po kogo jedzie na lotnisko. Tym razem, po raz pierwszy zlekceważył zlecenie i dokończył oglądać teleturniej.
Spóźnił się. Deszcz. Błoto. Zimno. Nerwy.
Na lotnisku nikogo nie było. Przewoźnik nigdy do domu nie dotarł.
Spóźniając się, nigdy nie wiesz jakie będą tego konsekwencje.
Uważaj, bo bez zegarka możesz też przypalić ciasto, mięso albo inną potrawę.
Tekst B. Wołoczański

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Dalsze korzystanie z witryny, jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na korzystanie z plików cookie. więcej informacji

Konfiguracja plików cookie na tej stronie jest ustawiona na "zezwalaj na pliki cookie", aby dać Ci najlepszy z możliwych sposób przeglądania tej witryny. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie kliknij poniższy przycisk "Akceptuję". Wyrażasz tym samym zgodę na używanie plików cookie.

Close